Rozdział II

Hermiona wybudziła się z koszmaru i krzyknęła, gdy zobaczyła nad sobą twarz. Patrzyła na nią z przerażeniem, gdy powoli resztki snu się rozmywały i rozpoznała przyjaciółkę, która pochylała się nad nią z zatroskaną miną. Musiała kilka razy odetchnąć głęboko, zanim nocne obrazy opuściły ją do końca.
   - Co się dzieje? - zapytała cicho,  zachrypniętym głosem.
   - Musisz natychmiast wstać, wszyscy mamy iść do wielkiej sali.
   - Dlaczego? Co się stało?
   - Nie wiem, ale słyszałam plotki... Podobno znaleziono... Znaleziono czyjeś ciało. - Jej oczy były ogromne ze strachu.
Hermiona poderwała się z łóżka i próbowała znaleźć w twarzy przyjaciółki jakiekolwiek oznaki, że to tylko bardzo głupi żart. Niestety, Ginny była śmiertelnie poważna i wystraszona. Dziewczyna nie zadawała już więcej pytań. Wyskoczyła z łóżka i zaczęła nerwowo szukać swoich ubrań.
To nie może dziać się znowu. Nie po tym, jak Voldemort został pokonany, a Hogwart znowu stał się bezpieczny. Nie po tym, jak przez ostatnie miesiące walczyła z bezsennością i lękami. Ale przecież to tylko plotki... Zawsze może chodzić o jakieś nieplanowane zebranie wszystkich domów... Może chodzić o cokolwiek... Może to jakieś stare ciało? Szkielet? Albo ktoś zginął w skutek ataku zwierzęcia?
Spojrzała na zegarek, było dokładnie pięć minut po szóstej w czwartek. Co do cholery mogło się stać o tej porze?
Gdy tylko weszła do wielkiej sali, zrozumiała, że nie był to ani głupi żart, ani część snu. Z sufitu, zamiast herbów domów, zwisały czarne proporce. Uczniowie, którzy zbierali się przy stołach, szeptali między sobą nerwowo. Przy stole Puchonów część młodych czarodziejów płakała, a dwie dziewczyny zanosiły się szlochem.
Hermiona usiadła obok dwóch Gryfonek z piątej klasy, które przyciszonymi głosami wymieniały się plotkami.  Spojrzała w stronę stołu Slytheriunu i na twarzach kilku uczniów dostrzegła złośliwe uśmiechy. Trafiła na spojrzenie Laurusa, który wpatrywał się w nią z zupełnie obojętną miną. Pod wpływem jego wzroku spuściła szybko głowę i wpatrzyła się w swoje dłonie.
Kiedy sala wreszcie się zapełniła, McGonagall wstała i podeszła do mównicy. Hermiona zwróciła uwagę, że każdy, nawet najmniejszy element jej ubioru jest czarny. Dopiero teraz powoli zaczynała zdawać sobie sprawę, że to wszystko jest prawdą. Już dwa razy widziała w Hogwarcie podobną atmosferę: po Turnieju Trójmagicznym, gdy zginął Cedric oraz po śmierci Dumbledore'a.
   - Część z was zapewne wie, dlaczego spotykamy się tutaj o tej porze. - Hermiona usłyszała, że głos łamał jej się nieznacznie. - Dziś rano odnaleziono na błoniach ciało Phoebe Carter, uczennicy czwartego roku. Proszę o uszanowanie jej pamięci i prywatności, nierozprzestrzenianie plotek i wyczucie względem jej rodziny, gdy przyjadą po odbiór ciała. Inną kwestią jest, że wczorajszej nocy na terenie zamku przebywał morderca. Daleka jestem od osobistych wniosków, ale proszę wszystkich o wzmożoną ostrożność. Od dziś wchodzi kategoryczny zakaz wychodzenia z dormitoriów po zapadnięciu zmroku. Chciałabym, żeby wszyscy uczcili teraz pamięć Phoebe minutą ciszy, a potem udali się do swoich pokoi. Prefekcie naczelni zostają.
Wszyscy uczniowie wstali przytłoczeni słowami dyrektorki. Wielka sala opustoszała w akompaniamencie przyciszonych głosów. Hermiona zauważyła, że Draco zmierza w stronę stołu nauczycielskiego i zrobiła to samo. Stanęli obok siebie, praktycznie sami w przystrojonej na czarno jadalni. Dziewczyna spojrzała po zgromadzonych nauczycielach. Pani Sprout, opiekunka Hufflepuffu, ocierała dłonią łzy. Profesor Slughorn patrzył przed siebie nieobecnym wzrokiem. Brakowało Hagrida.
   - Wam jedynym mogę powiedzieć co dokładnie się stało - zaczęła McGonagall. - Jeżeli wyjdzie to poza tę salę, to będę wiedziała, że to wy, rozumiecie?
Skinęli głowami.
   - Profesor Hagrid znalazł ją dzisiaj nad ranem na skraju zakazanego lasu. Miała poderżnięte gardło, jakichkolwiek śladów sprawcy brak. Nie wiemy co się stało oraz co robiła tam w nocy. Za godzinę zaczniemy rozmowy z jej przyjaciółkami, chcemy dać im chwilę na żałobę.
Hermiona poczuła, jak pocą jej się dłonie. Poderżnięte gardło... Sprawca musiał być chory, żeby to zrobić.
   - Ten potwór może nadal przebywać na terenie zamku, niewykluczone, że jest jednym z uczniów.
W głowie dziewczyny mimowolnie utworzyło się kilka typów. Pomyślała o ciemnych, czujnych oczach Laurusa. On i jego siostra byli jedynymi nowymi uczniami, nie podejrzewała przecież jedenastolatków. A przecież dopiero teraz to wszystko się zaczęło.
   - Muszę prosić was, abyście razem z nauczycielami patrolowali nocami korytarze. Najlepiej wspólnie, dla waszego bezpieczeństwa. Dostaniecie same pierwsze zmiany, aby nie odbiło się to na waszej nauce i stopniach. Póki nie dowiemy się kto to zrobił, chcę zapewnić uczniom jak największe bezpieczeństwo.
Znów przytaknęli. Hermiona i tak nie miała pojęcia, co mogłaby powiedzieć w tej sytuacji. Że to straszne czy oburzające? Wszystkie słowa wydawały się głupie i niepotrzebne. Ktoś zginął. Jeszcze jeden niemy duch w historii Hogwartu.

Ginny zaatakowała ją, gdy tylko Hermiona przekroczyła próg dormitorium.  Zeskoczyła szybko z łóżka i podbiegła do przyjaciółki w nadziei, że wyciągnie od niej jakiekolwiek informacje.
   - Dowiedziałam się tylko, że od dzisiaj mam z Malfoy'em patrolować korytarze, nic więcej.
                 Nie chciała złamać obietnicy milczenia, ani zbytnio straszyć przyjaciółkę. To z pewnością kwestia dni, aż złapią tego świra. Zapewne ukrywa się gdzieś na terenie Hogwartu, o ile to nie jeden z uczniów. O ile to nie Laurus...
    -Miałaś już jakieś wieści od Harry'ego? - zapytała, aby choć trochę zmienić temat. Ginny zmarkotniała jeszcze bardziej.
    - Nie odwiózł mnie na dworzec, bo wymówił się pracą, żadnego listu jeszcze nie dostałam. Napisałam już chyba z pięć, ale nie chcę wyjść na wariatkę.
   - To normalne, że tęsknisz, powinnaś napisać jeden porządny list i go wysłać, tak po prostu.
Przyjaciółka uśmiechnęła się do niej, ale nie wyglądała na przekonaną.
               
Lekcje minęły w atmosferze nienaturalnej ciszy. Uczniowie, jeżeli już się odzywali, szeptali między sobą, bądź prowadzili ożywione dyskusje przyciszonymi głosami. Nauczyciele zazwyczaj to ignorowali, ale unikali rozmów na temat wydarzeń minionej nocy. W zamku i tak panowała nerwowa atmosfera, która udzieliła się wszystkim. Lekcje zielarstwa dla klas siódmych praktycznie się nie odbyły. Pani Sprout co kilka słów musiała ocierać wilgotne oczy chusteczką.
    - Była taką dobrą osobą, taką uczynną i pomocną - powtarzała kręcąc głową.
Na przerwach uczennice przemieszczały się w ciasnych grupkach, rozglądając się co jakiś czas w poszukiwaniu nieokreślonego zagrożenia.
                    Hermiona patrzyła na to ze smutkiem, Hogwart nie powinien już nigdy tak wyglądać, miał znów stać się bezpiecznym domem. Tęskniła za czasami, gdy zamkowi nic nie groziło, a przynajmniej ona o niczym niepokojącym nie wiedziała.
                    Bez Harry'ego i Rona sama utraciła po części poczucie bezpieczeństwa. Zawsze byli jej wsparciem podczas ich siedmioletniej przyjaźni. Patrzyła na błonia, gdzie w gorące dni, takie jak ten, przesiadywali często w cieniu drzew. Czasem zabierali tosty ze śniadania, aby móc zjeść posiłek wystawiając twarze do słońca. Teraz, pod ich ulubionym drzewem, siedziały  trzy młode Krukonki, odpoczywając po całym dniu lekcji.
Myślała o nich, gdy w czasie lekcji rozglądała się po sali i napotykała prawie same obce twarze ludzi, których znała jedynie z nazwiska. Gdy dostali pierwszą pracę domową nikt nie narzekał w tak irytujący sposób i nie chodził za nią, aby pokazała swoje dopracowane notatki. Nigdy nie sądziła, że zatęskni nawet za tym. Teraz pewnie Harry wyrywałby się, aby szukać napastnika i znów zostać  bohaterem, a Ron bagatelizowałby całą sprawę. Uśmiechnęła się na tę myśl.
                     
Szła przez ciemny, opustoszały korytarz. Wsłuchiwała się w echo swoich kroków roznoszące się po zamku. Jakiś irracjonalny strach sprawił, że dla pewności zaciskała dłoń na różdżce i przezornie zachowywała się jak najciszej, aby ewentualnie usłyszeć napastnika. Ulżyło jej dopiero, gdy wyszła za róg i zobaczyła opartego o ścianę, wyraźnie znudzonego Malfoy'a. Chłopak obrzucił ją krótkim spojrzeniem i powrócił do wpatrywania się w ścianę przed sobą. Podeszła pewnym krokiem pod pokój nauczycielski, starając się nie okazać niepokoju, który czuła jeszcze przed chwilą, i zapukała. W drzwiach stanął profesor Flitwick, który uśmiechnął się do niej smutno.
   - Dobry wieczór, przyszliśmy , aby zacząć dzisiejszy dyżur. - Ta wypowiedź zabrzmiała tak sztucznie, że stojący za nią Malfoy aż parsknął.
   - Idealnie. Wasz przydział to piąte piętro. Prosiłbym was o pozostanie przynajmniej do północy, panno Granger.
Trzy godziny z Malfotem, tyle powinna wytrzymać.
   - Nie ma co tracić czasu - westchnął Ślizgon i, nie czekając na dziewczynę, ruszył w stronę schodów.
Poczuła irytację już od pierwszych spędzonych z nim minut, gdy musiała podbiegać aby dotrzymać mu kroku. Malfoy nie zamierzał zwalniać, ewidentnie czerpiąc przyjemność z tej małej złośliwości. Uspokoił się dopiero, gdy znaleźli się na piątym piętrze, a nad nim zawisła wizja przechadzania się bez żadnego celu przez najbliższe kilka godzin.
Krążyli po korytarzu utrzymując między sobą możliwie jak największy dystans. Po godzinie Hermiona zobaczyła, że Draco zaczyna się nudzić. Przystawał przy każdym obrazie, aby obejrzeć go jak najdokładniej. Gdy zobaczył już wszystko, co go ciekawiło, zaczął bawić się swoją różdżka i co chwila wystrzelały z niej iskry w różnych kolorach. W końcu odchrząknął.
   - Jak myślisz, Granger, kto normalny mając różdżkę podrzyna dziewczynie gardło? - zapytał w końcu.
Hermionę tak zaskoczył jego cichy głos, że minęła chwila, zanim dotarło do niej o co właściwie zapytał.
   - Myślisz, że powinieneś zapytać swoich przyjaciół, których nie zdążyli wyłapać, może to któryś z nich.
Prychnął.
   - Ta złośliwość jest poniżej mojego poziomu, więc na nią nie odpowiem, ale ponawiam swoje pytanie. Kto mając różdżkę wybiera nóż?
   - Ktoś bardzo sprytny albo jakiś świr, którego podnieca krew.
   - Ja osobiście mam inne upodobania, ale ludzie są różni. Rozwiń swoje teorie, Granger.
   - Wyobraź sobie, że w tę dziewczynę trafiło zaklęcie niewybaczalne. Co robią jako pierwsze? Sprawdzają wszystkie różdżki pod kątem ostatnio rzucanych zaklęć i znajdują winowajce.
Zastanowił się nad tym przez chwilę.
   - Ciekawe, ale są luki, których nie dasz rady zapełnić. Po pierwsze kradzież różdżki to nie problem, można wrobić kogoś konkretnego lub skorzystać z okazji w zależności co się nawinie. Po drugie nie jest powiedziane, że ta osoba ma tylko jedną różdżkę. Nie ma formalnego zakazu posiadania dwóch.
   - Masz rację, ale o wiele bardziej wolałabym, żeby ta teoria się potwierdziła. Nie chciałabym mieć do czynienia ze świrem, który używa noża dla przyjemności.

Po dwóch godzinach Hermiona znała każdy zakamarek piątego piętra na pamięć. Mogła wymieniać obrazy w kolejności i dokładnie wiedziała, że trzecia zbroja jako jedyna ma uniesioną przyłbicę.
   - To nudniejsze niż wszystkie szlabany razem wzięte - westchnął Draco, gdy do końca pozostało im ostatnie trzydzieści minut.
Zachowywał się jak dziecko, które pozostawione bez atencji zaczyna wariować. Najwidoczniej nie umie zostać sam na sam ze swoimi myślami na kilka godzin.
   - Chyba zasłużyłem na gorącą kąpiel w łazience prefektów. - Przeciągnął się i ziewnął. - Idziesz ze mną?
W odpowiedzi posłała mu zirytowane spojrzenie. Nie była w stanie wyobrazić sobie, że właśnie tak będzie teraz spędzała wieczory, towarzystwo chłopaka z przerośniętym ego, zamiast przyjaciół.
   - Nie ma problemu, tak tylko zapytałem. Przydałoby ci się trochę relaksu, może wreszcie przestanie cię wszystko irytować.
   - Pozwól, że zrelaksuję się sama - warknęła. - Jest pięć minut po północy, możemy wreszcie iść.
Nie czekała na jego odpowiedź, tylko odwróciła się na pięcie i ruszyła w swoją stronę. Żegnanie się z Malfoy'em było ostatnią rzeczą, na którą miała ochotę, więc nawet nie obejrzała się za siebie wchodząc na schody prowadzące do wieży Gryffindoru.  O dziwo, usłyszała jego kroki zmierzające tuż za nią, zamiast w kierunku lochów.
   - A ty gdzie? - Zatrzymała się tak gwałtownie, że Draco potknął się o stopień i zaklął łapiąc się poręczy.
   - A jak myślisz? Odprowadzam cię - prychnął.
   - Umiem sama wrócić do dormitorium.
   - Posłuchaj, Granger, nie byłoby mi na rękę, gdyby coś ci się stało, a ja byłbym ostatnią osobą, która widziała cię żywą.
Przewróciła oczami i ruszyła w górę schodów ignorując obecność irytującego Ślizgona. Póki był cicho, mógł za nią iść.
Łaskawie poczekał w pewnej odległości, aby Gryfonka mogła w spokoju  wypowiedzieć hasło i odprowadził ją wzrokiem, gdy bez pożegnania znikała w dziurze za portretem Grubej Damy.

Wszystkie dziewczyny już spały, gdy Hermiona wreszcie przebierała się w piżamę. Była tak zmęczona wszystkimi wydarzeniami tego dnia i emocjami, które przyniósł. Na dobrą sprawę marzyła tylko o tym, żeby przez cały kolejny dzień nie musieć wychodzić z łóżka. Zaczęła właśnie rozczesywać splątane po całym dniu włosy, gdy w okno dormitorium zapukała sowa. Zaskoczona dziewczyna otworzyła okno i przyjrzała się zwierzęciu. Nie była to ani nowa sowa Harry'ego, ani Świnka, sowa Rona. Ptak był niepozorny, o typowym umaszczeniu.
Zaintrygowana dziewczyna odwiązała małą kopertę, a w niej znalazła krótki liścik. Najpierw w oczy rzuciły jej się szkarłatne litery. Czerwony atrament? Krew? Poczuła jak jej serce przyspiesza.

Zagrajmy w skojarzenia. Pierwsze hasło: morderstwo. 28/07/1998

       Wpatrywała się w treść przerażona, nie do końca ją rozumiejąc, ale domyślając się nadawcy.  Groźba, ostrzeżenie, a może zagadka? Skupiła się na dacie, próbując przypomnieć sobie gdzie mogła być tego dnia. Dwudziesty ósmy lipca... W jej mózgu nagle pojawił się wyraźny obraz tego dnia. Przeszedł ją lodowaty dreszcz przerażenia, a potem poczuła jak robi jej się słabo, a dormitorium traci ostrość...

_____________________________________

Witam w ten gorący dzień! Mam nadzieję, że rozdział Wam się podobał! Niestety nie będę miała kiedy przepisać teraz kolejnego rozdziału, więc będzie za jakieś 3 tygodnie :/
Czekam na komentarze i pozdrawiam,
Mary!

6 komentarzy:

  1. Podoba mi się... naprawdę bardzo mnie zaintrygowałaś tym rozdziałem. Ciekawa jestem jak rozwinie sie akcja. Pachnie mi to takim małym kryminałem chociaż nie wiem czy słusznie. Bardzo lekko i przyjemnie czytało mi się ten rozdział. Czekam z niecierpliwością na kolejny wpis :) pozdrawiam s.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje za komentarz i miłe słowa! :) Tak, tak, chciałabym to opowiadanie utrzymać w konwencji kryminału.

      Usuń
  2. Ten rozdział juz pełną parą ruszył z wątkiem kryinalnym. Rozumiem to, że Hermiona natychmiast porównała tę sytuację do czasów Voldemorta, na pewno się jeszcze nie uporała z dawnymi lękami.
    Ciekawa jestem, czemu ci Ślizgoni się złośliwie uśmiechali. Mam nadzieje, że tylko niektórzy, bo nie lubię tego demonizowania Slytherinu :D
    I to jest naprawde dzwne, że poderżnął jej gardło. iekawe czy rzaczywiście ceszy sie widokiem krwi i zadawaniem bólu, czy może chce bezpieczniej zacierać ślady. A moze sprawca właśnie chce, żebyśmy się nad tym zastanawiali... Ochrona naprawdę musi byc teraz bez szwanku, bo stawiam, ze sprawca rzeczywiście jest nadal w zamku. I współczuję bardzo Hermionie, wydaje się naprawdę osamotniona bez przyjaciół w szkole. Choc chciałabym, zeby przestała tak pyskować do Draco, on się zachowuje jakby próbował nawiązać jakieś neutralne więzi, pozwalajace im w miarę współpracować. Skoro i tak muszą :D I podobało mi sie, że ją odprowadził. Chociaż jakbym miała obstawiać kto wygrałby w pojedynku, stawiałąbym na Granger, więc moze to ona powinna zgrywać tutaj samca alfa, hahah xd
    Końcówka aprawdę intrygująca i pozostawiająca w napieciu, nie mogę się już doczekać kolejnego rozdziału! Weny życzę i pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli chodzi o mordercę, to zdradzić mogę tyle, ze bedzie on jednym z głównych bohaterów i myślę, że będzie to ciekawa rzecz, bo dotyczy moich zainteresowań i chcę to dobrze rozegrać!
      Co do przeprowadzenia wątku Draco i Hermiony to mam nadzieje, ze nie będziesz zawiedziona :)
      Dziękuje za komentarz i pozdrawiam :*

      Usuń
  3. Witaj Mary!
    Przeczytałam wszystko i jestem pod ogromnym wrażeniem.
    Biedna Hermiona, tyle wycierpiała przez wojnę a teraz jeszcze stała się obiektem zabaw domniemanego mordercy.
    Do tego Malfoy i jego arystokratyczne zachcianki, mam nadzieję, że w przyszłości wykaże się męstwem.
    Czekam na kolejny rozdział i dodaję do polecanych u mnie.
    Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam nową czytelniczkę i dziękuje bardzo! :*

      Usuń