Rozdział I

Na peronie 9 i 3/4 panował typowy dla tego miejsca gwar. Hermiona jeszcze raz czule żegnała się ze swoim narzeczonym. Tylko ona z ich trójki zdecydowała się na powrót do Hogwartu, ale na myśl o wyjeździe zaczynała tego powoli żałować. Przez okres wakacji żyła jak w bajce. Wreszcie czuła się bezpieczna i kochana, nie musiała martwić się o kolejny dzień. Ze łzami wzruszenia w oczach patrzyła na swój zaręczynowy pierścionek, był idealny, drobny i skromny. Ron odkładał na niego pieniądze przez dwa miesiące, ale ona najchętniej by mu je zwróciła. Wystarczyła jej tylko świadomość, że jest obok niej i ją kocha.
   - Zobaczymy się w święta! - zawołał, gdy dziewczyna biegła na ostatnią chwilę do pociągu.
Przy pomocy jakiegoś uczynnego Krukona udało jej się wciągnąć kufer do środka i ulokować go w przedziale. Luna i Ginny zajęły już miejsca i prowadziły ożywioną dyskusję na temat minionych wakacji, które blondynka spędziła z ojcem w Rosji.
Hermiona przywitała się z nimi szybko, wymieniła kilka zdań i ruszyła na przód pociągu, aby, jako prefekt naczelny, zapoznać się z resztą i rozdzielić zadania. Wbiegła szybko do przedziału i zgodnie z jej oczekiwaniami wszyscy już na nią czekali.
   - To jakiś żart? - prychnęła od progu, gdy tylko zobaczyła wysokiego blondyna z lśniącą odznaką przypiętą do szaty.
   - Ciebie też miło widzieć, Granger – mruknął Malfoy. - Skoro już zdecydowałaś się do nas dołączyć, to może usiądziesz?
W odpowiedzi posłała mu lodowate spojrzenie. Nie sądziła, że jego ojciec ma nadal taką pozycję, aby wepchnąć swojego synalka na stanowisko prefekta naczelnego. Na pewno nie po tym wszystkim...
Nawet nie próbowała przerywać wywodu Malfoy'a, gwoli ścisłości nawet nie do końca go słuchała. Jaka niesprawiedliwość pozwoliła mu znów się puszyć w centrum uwagi, zamiast zepchnąć go w cień, co akurat dla niego zdawało się najdotkliwszą karą? Do tej pory nie zdawała sonie sprawy, jak bardzo już nigdy nie chciała oglądać twarzy jego i innych Ślizgonów. Widziała w nich odbicie ognia, ruin i strachu, który w sobie nosiła przez ostatni rok. Czasy się zmieniają, ale ludzie nigdy.
   - Chciałabyś coś jeszcze dodać? Nie wierzę, że usiedziałaś tyle w ciszy.
Ktróraś z obecnych dziewczyn zachichotała. Hermiona rozejrzała się po twarzach innych prefektów i odchrząknęła.
   - Chciałabym, żeby dla nas wszystkich był to owocny rok. Pamiętajcie, że jesteście takimi samymi uczniami jak inni, nie może się wywyższać i wykorzystywać swojej pozycji – spojrzała na Dracona. - To już wszystko.
Prefekci rozeszli się w ciszy, aby zacząć patrole pociągowych korytarzy. Hermiona poczekała, aż ona i Ślizgon zostaną zupełnie sami, bo najwidoczniej Mafoy'owi też nieszczególnie spieszyło się do wyjścia. Wymieniali między sobą wyczekujące spojrzenia, odliczając sekundy do konfrontacji.
   - Wszystko da się kupić, prawda?
   - To zależy, są rzeczy na które nie stać nawet mnie.
   - Jak poczucie winy albo honor? - warknęła.
   - Nie mogę nic sobie zarzucić, zmieniłem stronę podczas bitwy.
   - Szczury zawsze pierwsze uciekają z tonącego statku – prychnęła.
   - Nie rozumiem, czego oczekiwałaś zostając tutaj, aż wszyscy wyjdą. Przeprosin? - rzucił jej kpiący uśmiech.
   - Najbardziej to oczekiwałam, że zaszyjesz się w dziurze z której wylazłeś, żebym już więcej nie musiała cię oglądać.
   - Już wiem, zostałaś tutaj, żeby usłyszeć, że ojciec przekupił kogoś, żebym dostał tę odznakę. Poczułabyś się lepiej?
   - To i tak do niczego nie prowadzi.
Wstała i zdecydowanym krokiem wyszła z przedziału. Malfoy zadał jedno celne pytanie. Czego oczekiwała? Może myślała, że zbierze się na odwagę i wyrzuci z siebie całą frustrację, którą poczuła na jego widok? Potrzebowała usłyszeć cokolwiek, na przykład jak to się stało, że po tym jak służył Voldemortowi uniknął kary.
Między Ginny a Luną nadal trwała dyskusja, ale tym razem mówiły przyciszonymi głosami i co chwilę zerkały w stronę drzwi.
   - Słyszałaś? Mafoy sprowadził tu swoją małą armię – prychnęła Weasley, gdy tylko Hermiona weszła do środka.
Panna Granger posłała jej zaskoczone spojrzenie.
   - Pansy Parkinson, Blaise Zabini i ten dziwak, Teodor Nott, oni wszyscy tu są. Podobno wysłali jakieś listy do Ministerstwa Magii i McGonagall z prośbą o powtórzenie siódmej klasy ze względu na to, że program nauczania z tamtego roku był niezgodny z wytycznymi. To jakiś ponury żart.
Hermiona prawie nie poczuła się zaskoczona.


Zanim wprowadzono pierwszoroczniaków na ceremonię przydziału, nowa dyrektorka Hogwartu, profesor McGonagall, wstała ze swojego miejsca, aby przemówić. W blasku świec i lamp wydawała się o wiele starsza niż zaledwie kilka miesięcy temu.
   - Na właściwą przemówię przyjdzie jeszcze czas – zaczęła szorstkim tonem. - Teraz mam dla was jednak krótką informację. Z pewnych względów Hogwart zyska w tym roku dwóch nowych uczniów w klasach wyższych niż pierwsza. Dołączy do nas rodzeństwo Moriera da Hayes z brazylijskiej szkoły Castelobruxo. Oboje płynnie posługują się językiem angielskim. Mam nadzieję, że przyjmiecie ich dobrze i pokażecie gościnność, jaką szczyci się Hogwart.
Gdy skończyła mówić, drzwi do Wielkiej Sali otworzyły się i profesor Slughorn wprowadził młodych czarodziejów. Zgromadzeni uczniowie zaczęli szeptać, gdy tylko ich oczom ukazało się idące na samym końcu rodzeństwo. Chłopak był wysoki i szczupły. Miał delikatne, łagodne rysy twarzy. Gdy przechodził obok Hermiony, spojrzał na nią i uśmiechnął się tak lekko, że ledwo to zauważyła, jednak od razu rzucił jej się w oczy kolor jego tęczówek, które były tak ciemne, że niemal zlewały się ze źrenicami.
Siostra była do niego bardzo podobna. Być może byli bliźniętami? Hermiona nie do końca umiała określić ich wiek, ale z pewnością mieli więcej niż piętnaście lat. W ich ruchach była pewna niezwykła, kocia miękkość, aż trudno było oderwać od nich wzrok.
   - Nie wyglądają zbyt Latynosko – mruknęła Ginny półgębkiem.
   - Nazwisko po ojcu jest anglojęzyczne – odpowiedziała mechanicznie Hermiona, która wciąż ukratkiem zerkała na chłopaka.
   - Słucham?
   - W Brazylii drugie nazwisko jest nazwiskiem ojca. Hayes na pewno nie należy do tamtego języka. To albo Anglik abo Amerykanin, jestem pewna.
Rodzeństwo przydzielane było poza kolejnością i musiało poczekać aż do samego końca ceremonii. Kiedy wreszcie nadszedł ich czas, wszyscy uczniowie byli ciszej niż zwykle.
   - Pandora Moriera da Hayes, przydzielana do klasy piątej – zawołał Slughorn.
Dziewczyna, świadoma, że obserwuje ją cała szkoła, wpatrzyła się w podłogę i niepewnie ruszyła w stronę stołka. Tiara przedziału znalazła się na jej głowie i nastąpiła kilkusekundowa cisza.
   - Slytherin! - wykrzyknęła w końcu.
Przy stole Ślizgionów rozległy się wiwaty, szczególnie donośnie było słychać męską część domu. Hermiona zauważyła, że Draco Malfoy i Blaise Zabini rozsunęli się, aby dziewczyna mogła usiąść między nimi.
   - Laurus Moriera da Hayes, przydzielany do klasy siódmej!
Tutaj tiara nie zastanawiała się nawet przez moment.
   - Sytherin!
   - Cóż za cudowne rodzeństwo – prychnęła Ginny zaraz obok ucha Hermiony.
McGonagall wstała ponownie, aby zacząć właściwe przemówienie rozpoczynające nowy rok szkolny.
   - Bardzo serdecznie chciałabym powitać zarówno nowych uczniów, jak i tych dobrze mi znanych. Mam nadzieję, że będzie to rok ciężkiej pracy i odbudowy więzi pomiędzy domami. Rozumiem, że z pewnością jesteście bardzo głodni, więc chciałabym przypomnieć tylko na wstępie, że nic nie uległo zmianie i wejście do zakazanego lasu nadal jest niedozwolone!
Półmiski wreszcie zapełniły się jedzeniem, a w Wielkiej Sali zapanował gwar. Hermiona, po części zajęta indykiem, a po części słuchająca rozgadanej Ginny, intuicyjnie spojrzała na stój Slytherinum wyczuwając na sobie czyjś wzrok. Laurus patrzył prosto na nią, spojrzeniem chłodnych, czujnych oczu. Mimowolnie zadrżała.


Draco Malfoy pierwszego dnia szkoły obudził się trafiony poduszką. Otworzył opuchnięte oczy i ze złością odrzucił puchową broń w stronę atakującego.
   - Ile ty masz lat, Zabini? - warknął i zaczął powoli rozważać wstanie z łóżka.
   - Niektóre rzeczy nigdy nie wychodzą z mody szczególnie, jeżeli ofiara ma jakieś dziesięć minut, aby doprowadzić się do jakiegokolwiek stanu.
Młody Malfoy, słysząc to, poderwał się szybko z łóżka. Teodor szukał w kufrze ostatnich potrzebnych mu rzeczy, a Blaise zakładał właśnie skarpety.
   - I żaden z was nie wpadł na pomysł, żeby obudzić mnie trochę wcześniej? - syknął blondyn.
   - Jak obstawiasz, Draco, czysta czy półkrwi?
   - Nie wiem i aktualnie nie interesuje mnie, jakiej krwi jest Pandora, próbuję znaleźć swoje spodnie.
   - Jest półkrwi – mruknął Nott.
   - A ty skąd to niby wiesz? - zapytał Blaise krzywiąc się.
   - Po prostu zapytałem – Teodor wzruszył ramionami.
Draco nie miał ochoty ich dłużej słuchać, były teraz ważniejsze sprawy, niż jakaś dziewczyna, nawet, jeżeli była ładna. Musiał skompletować swoją garderobę w czasie krótszym, niż Zabini uznał, że poderwie Pandorę jako pierwszy.
Kiedy zszedł na śniadanie Wielka Sala była już praktycznie pusta. Blaise i Teodor nakładali sobie właśnie kiełbaski na talerze, a Pandora i Laurus kończyli swój posiłek przy drugim końcu stołu, z dala od wszystkich innych Ślizgonów. Pansy Parkinson, która zjadła już śniadanie, szczebiotała do Zabiniego o nowym planie zajęć. Malfoy nieszczególnie miał ochotę na rozmowę, więc gdy się do nich dosiadł, od razu złapał za półmisek.
   - Draco – szepnęła Pansy. - Nie uważasz, że ci nowi są jacyś dziwni?
   - Daj spokój – mruknął Zabini przewracając oczami. - Nikogo tu prawie nie znają, jak mają się zachowywać?
   - Nie o to chodzi. Ten chłopak... Laurus, jest z nim coś nie tak, gapi się na mnie cały czas.
   - To faktycznie jest z nim coś nie tak – skwitował Blaise.
Pansy już nic nie odpowiedziała, tylko wpatrzyła się w swój pusty talerz. Najwidoczniej nie miała ochoty kontynuować tej rozmowy, skoro w nikim nie znalazła poparcia. Draconowi było to jak najbardziej na rękę, przynajmniej już nikt nie próbował wciągnąć go do konwersacji.


Nancy Wilson umrze z zazdrości, kiedy się o tym dowie. W końcu to jej, Phoebe Carter, udało się wymknąć nocą z zamku, aby spotkać się na potajemnej randce z Larry'm Wardem! Z chęcią podkoloryzuje tę opowieść, aby wszystko wydawało się jeszcze bardziej niebezpieczne i romantyczne. Nie omieszka opowiedzieć o tym, jak musiała ukrywać się przed Filtch'em za jedną ze stojących na korytarzu zbroi oraz o pocałunku w świetle księżyca ze starszym Krukonem. Tak, po czymś takim Nancy już nigdy nie nazwie ją pryszczatym wybrykiem natury. Wszystkie te idiotki jeszcze ją popamiętają...
A potem usłyszała szmer. Blisko, bardzo blisko niej. Poczuła jak serce zaciska się jej w piersi. Zwierzę? Nauczyciel? Przestraszona spojrzała na linię drzew Zakazanego Lasu, ciągnącą się jedynie trochę ponad metr od niej. Wytężyła wzrok, aby dostrzec cokolwiek, a potem przyspieszyła kroku. Teraz była już pewna, to coś szło za nią. Jej kroki zaczęły mieszać się z szelestem drzew i dźwiękiem łamanych gałęzi. Drżącą ręką wyciągnęła różdżkę i złapała ją mocno. Byle jak najdalej od drzew, byle jak najdalej od śledzącej ją istoty. Nagle nastała zupełna cisza i słyszała już tylko siebie. Odwróciła się gwałtownie, ale nikogo za nią nie było. Panował zupełny, niczym niezmącony spokój. Nie było nawet najmniejszego wiatru, który poruszałby liśćmi. Słyszała tylko swoją krew, którą serce pompowało w zatrważającym tempie. Rozglądała się nerwowo wokoło. Czy to była tylko jej wyobraźnia? Jedyne czego teraz pragnęła, to znaleźć się w swoim dormitorium. To musiało być tylko jakieś zwierzę, które biegło niedaleko niej, nie ma się czego bać... A potem za jej plecami usłyszała wyraźny odgłos kroków. Chciała krzyknąć przestraszona, ale nie mogła wydusić z siebie głosu...


Umiem ukryć się w cieniu. Umiem być tak cicho, aby moja ofiara mnie nie usłyszała. Umiem polować. Podchodzę do niej prawie bezdźwięcznie. Chowam się i obserwuję. Czekam. Mogę wyczuć jej strach, działa na mnie podniecająco, ale muszę jeszcze dać jej chwilę, aby choć na sekundę straciła czujność. W moich żyłach pulsuje adrenalina. Poprawiam uchwyt zimnego noża, czując ekscytację. Obserwuję ją dokładniej. W bladym świetle księżyca widzę jej prawie białą, delikatną skórę. Dziewczyna zatrzymuje się na chwilę, a ja atakuję.
   - Silencio – mruczę i lewą ręką celuję w nią różdżką.
Podbiegam do niej od tyłu i chwytam ją za włosy. Próbuje krzyczeć i walczyć, ale bezskutecznie. Napawam się chwilę jej zapachem a potem unoszę nóż. Ostrze odbija delikatnie blask księżyca, gdy przykładam je do jej gardła. Jaka szkoda, że nie mogę zobaczyć teraz jej przerażenia. Rozszerzonych źrenic, piersi szybko unoszących się, gdy łapczywie chwyta powietrze. Mogę zobaczyć tylko pulsującą tętnicę w jej napiętej, wyeksponowanej szyi i mięśnie gotowe do ataku lub walki. Ale to zbyt mało... Taka wielka szkoda... Nie zobaczę, jak jej oczy powoli gasną. Jak wykrwawia się i wie, co ją czeka, widzi krew, ale nic nie może zrobić. Wykonuję szybki ruch i czuję, jak na ręce tryska mi gorąca ciecz. Popycham ją, a ona leci bezwładnie na trawę, resztami sił próbując złapać powietrze. Dusi się gulgoczącą krwią i przyciska dłonie do rany. Próbuje się czołgać w stronę zamku, ale przesuwa się może o kilka centymetrów. Nic jej nie pomoże, nie dzisiaj.

___________________________________________
Nie umiem zaczynać, nigdy nie czuję się dobrze w pierwszych rozdziałach. Mam nadzieję, że będzie już tylko lepiej!
Pozdrawiam,
Mary!

11 komentarzy:

  1. Acchhhh, więc Ron i Hermiona są zaręczeni. Ciekawe co się miedzy nimi wydarzy, żeby tytułowe dramione mogło zaistnieć :D Określenie, że wreszcie "nie musiała martwić się o kolejny dzień" jest oszczędne,lecz bardzo trafne, w przypadku kogoś kto właśnie przeżył wojne, podobało mi sie :p W sumie to jestem ciekawa, dlaczego akurat Draco został prefektem naczelnym, bo sądzę że jego ojciec z pewnością nie ma już takich wpływów, tym bardziej na profesor McGonagall, która nie dałaby się przekupić, więc czemu akurat Draco? Zobaczymy, zobaczymy :D
    Draco już mi sie podoba, nie przesadził jakoś bardzo w byciu nieuprzejmym, ale nie był też, w żadnym razie słodki, milutki i potulny i generalnie całkowicie odmieniony, a to oznacza, ze nie odarłaś go z charakteru i kanonu :D A, jak wiemy, to się niestety często zdarza w draione, więc super, że w twoim opowiadaniu nie ma tego problemu!
    Ciekawe czy przyjaciele Draco rzeczywiści chcieli zapełnić luki w swojej edukacji czy może po prostu namówił ich, zeby mu towarzyszyli? Kto wie, może po prostu są oddanymi przyjaciółmi i nie chcieli, zeby przechodził przez to sam :)
    Transfery z innych szkół pojawiają sie w wielu opowiadaniach, ale z jakiegoś powodu nigdy i to nie wadzi, a za to zawsze zwiastuje dużo ciekawych wydarzeń, także jestem jeszcze bardziej zaintrygowana :D Samo rodzeństwo też mnie zaciekawiło, szczególnie chłopak, który uśmiechnął się do Hermiony. I fajna była ta ciekawostka z tym, ze w Brazylii drugie nazwisko jest nazwiskiem ojca, nigdy o tym nie słyszałam! Dramione - bawi i uczy :D I byo też fajnym sygnałem, żeby przypomnieć nam, ze to nadal ta sama Hermiona, która zawsze wszystko wie, cieszę się, ze to właśnie ona przytoczyła tę informację.
    Ostatnie fragmenty były naprawde intensywen i super je opisałaś, strasznie sie rozemocjonowałam xd szczególnie końcówka, należycie zajemnicza i intrygująca i wgl przerażająca. I strasznie mi sie szkoda zrobiło tej Phoebe, bo niby jest zwykłę, przypadkową (lub nie), nieznaną nam ofiarą, a jednak poswięciłaś krótki akapit na to, żeby nam pokazać, ze jest człowiekiem, osobą z krwi i kości, nastolatką, mającą całe życie przed sobą. To tym bardziej smutne.
    Czekam na rozwiązanie tajemnicy i sytuacyjki pomiedzy Draco i Hermioną, a więc po prosto - czekam na kolejne rozdziały :D Ten mi się naprawdę podobał ^^
    Mam dla ciebie jedną małą radę do dialogów (ale możliwe, ze już o tym wiesz, bo ten błąd pojawił wię chyba tylko dwa razy - tak czy siak napiszę, bo a nuż się przyda ;p). Gdy po kwestii bohatera znajduje się czasownik określający sposób mówienia (np. „powiedział”, „odpowiedział”, „rzekł”, „mruknął”, „szepnął”, „żachnął się” itp.), nie stawiamy kropki, a czasownik piszemy małą literą(nawet jak jest znak zapytania czy wykrzyknik po kwesii bohatera). Gdy po kwestii bohatera pojawia się inny czasownik niż taki, który określa sposób wypowiedzenia dialogu (np. „wstał”, „uderzył dłonią w stół”, „usiadł zrezygnowany” i wszelkie inne), po kwestii pojawia się kropka. Po myślniku zaczynamy zdanie dużą literą.
    I innymi błędami niestety pomocna nie będę bo jestem na nie ślepa i sama stawiam mnóstwo baboli xd
    Wypatruję ciągu dalszego! Weny życzę, pozdrawiam i zapraszam do siebie

    [rose-to-nie-rosie.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje bardzo! Twój komentarz bardzo poprawił mi humor i dał dużo siły do pisania kolejnych rozdziałów! Cieszy mnie niezmiernie, że zwróciłaś uwagę na ciekawostkę i mój research nie poszedł na marne! :D Ja osobiście nigdy nie byłam fanką przenoszenia do Hogwartu uczniów z innych szkół, ale jakoś... Potrzebowałam tych postaci, tak to ujmę.
      Dziękuje za zwrócenie uwagi na dialogi, jest to rzecz, której nigdy nie mogłam sie nauczyć i tak naprawde pisałam jak mi pasowało! :D Dziękuje za wytłumaczenie, teraz bedzie juz tylko lepiej!
      Mam zapisanego Twojego bloga, ale jestem w ciągłych rozjazdach i nie mam kiedy wczuć się w historie :/

      Usuń
  2. Oo, fajnie się zaczyna. Podoba mi się Hermiona, jaką kreujesz w swoim opowiadaniu :)
    Zgadzam się, że początki są najtrudniejsze, życzę w takim razie dużo weny! <3
    I, jeśli masz ochotę, zapraszam na mojego bloga o Drarry, też dopiero zaczynam :)
    https://drarry-unreachable.blogspot.com/
    miłego dnia!

    OdpowiedzUsuń
  3. Hermiona bardzo mi pasuje, Draco również, ale mam wrażenie, jakby był inną postacią niż w prologu. Z tej dwójki mam wrażenie, że tylko Hermiona wiedziała o Wojnie. Generalnie jestem zaintrygowana nowymi postaciami. Początkowo myślałam, czytając końcówkę, że nasz nowy uczeń to wampir, no ale widocznie się pomyliłam.

    Btw, Flichem, a nie Filch'em. Tak odmienia się tylko nazwiska typu Snape (Snape'em).

    Pozdrawiam,
    E.
    https://patrzac-zbyt-uwaznie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Draco swoje przeżył, ale póki co nie chcę zagłębiać się w jego psychikę. Chciałabym, żeby to się pojawiło w miarę tego, jak poznawać go będzie Hermiona :D
      O, a ten błąd mi umknął przy sprawdzaniu, dziękuje bardzo!
      I dziękuje za komentarz i również pozdrawiam!

      Usuń
  4. ZARĘCZENI?! Tylko nie to... :( Przecież Mionka musi być z Draco! Fajny opis tego morderstwa, choć przerażający.
    Ten zabójca to naprawdę jakiś psychol. Jestem ciekawa co wniosą nowi uczniowie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Troche wniosą, raczej bedą dość głównymi postaciami :D
      Dziękuje za komentarz!

      Usuń
  5. #MagiczneSmakołyki #PieprzneDiabełki

    Moja pierwsza myśl tuż po rozpoczęciu czytania rozdziału brzmiała: dlaczego oni, do cholery, są już narzeczeństwem? O ile się nie mylę, minęły ponad trzy miesiące od wielkiej bitwy, a to znaczy, że minęły również ponad trzy miesiące, odkąd Ron i Hermiona postanowili wyznać swoje skrywane uczucia i się związać. Nie za szybko?

    Ale pomijając ten szkopuł, rozdział należy do tych przyjemnych. Trochę brakuje mi szykanowania Ślizgonów przez resztę domów, ale to nic. Zainteresowali mnie ci nowi i odnoszę wrażenie, że to jedno z nich jest owym mordercą (na tę chwilę obstawiam Pandorę, sama nie wiem czemu). W każdym razie najbardziej podoba mi się sposób narracji, a raczej jej dwojakości – chodzi mi tutaj o pisanie w pierwszej osobie jako ten morderca/morderczyni. Ciekawy zabieg literacki. :)

    Parę błędów się w rozdziale zdarzyło, ale najmocniej rzuciło mi się w oczy przekręcenie nazwiska Filcha. Tak, dobrze czytasz, FiLCHa – bez "t", a odmienia się bez udziału apostrofu. To tak na przyszłość. :)

    Dobra, lecę czytać dalej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za komentarz! Czytałam gdzieś, że pierwsze co zrobił Ron, to poproszenie rodziców Hermiony o jej rękę, ale nie wiem na ile jest on potwierdzony przez Rowling :)
      Cieszę się, że podoba Ci się narracja.
      Miałam poprawić ten błąd, ale zupełnie o tym zapomniałam!
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
    2. Nie wspominaj nikomu, że to "błąd", ale zamierzony efekt. Opisywanie zachowania mordercy w czasie teraźniejszym wywołuje większe emocje niż w przeszłym - uwierz mi! :)

      Usuń